Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Życie spędzone na dojazdach. 130 tysięcy Opolan codziennie jedzie do pracy poza swoją gminę

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
130 tysięcy Opolan codziennie jedzie do pracy poza swoją gminę
130 tysięcy Opolan codziennie jedzie do pracy poza swoją gminę Sławomir Draguła
Co siódmy mieszkaniec województwa opolskiego rano wsiada w auto lub pociąg i jedzie do pracy poza swoją gminę. Wydajemy na to dziesiątki milionów złotych i tracimy tysiące godzin naszego życia.

Główny Urząd Statystyczny opublikował swoje wyliczenia, dotyczące migracji zarobkowej mieszkańców Opolszczyzny. Podstawą do analiz stały się wyniki Narodowego Spisu Powszechnego w 2021 roku, poszerzone dodatkowo o dane z ZUS i z Ministerstwa Finansów. Wynika z tego, że w 2021 roku aż 133,2 tysiąca mieszkańców Opolszczyzny wyjeżdżało do pracy poza gminę, w której mieszka. Dane aktualne mogą być inne, ale raczej w niewielkim stopniu. Powszechnie dojeżdżamy do pracy i zaakceptowaliśmy związane z tym uciążliwości. Zresztą na tle reszty kraju nie jesteśmy aż tak bardzo mobilnym społeczeństwem.

- Dojazd do 30 kilometrów jeszcze ma sens. Powyżej, to już jest porażka. Ja jeżdżę, bo się już przyzwyczaiłam – uważa Jolanta z Głuchołaz, która od wielu lat dojeżdża do pracy w dużej państwowej instytucji w Opolu (70 kilometrów w jedną stronę, ponad godzina jazdy autem).

Pani Jolanta zaczynała jeździć autobusem, potem umawiała się w kilka osób, zabieranych po drodze na trasie przejazdu do jednego pracodawcy.

- Umawianie się z kimś jest tańsze, ale wymaga dużej dyscypliny od wszystkich, bo jak jedna osoba się spóźni, to wszystkie kolejne muszą czekać, a czasami warunki pogodowe są różne. Mieliśmy kolegę, który lubił się spóźnić – dodaje mieszkanka Głuchołaz. – Staramy się być w pracy przed godziną siódmą, bo potem możemy wyjść kwadrans szybciej, żeby wyjechać z Opola zanim zaczną się tam tworzyć korki.

- Na dojazd w jedną stronę przeznaczam pół godziny. I tak najwięcej czasu spędzam na przejechaniu przez korkujący się Prudnik – opowiada Jarosław z Prudnika. – Godzina w aucie codziennie, to jeszcze nic. Mam siostrę w Poznaniu. Każdego dnia spędza w samochodzie 3 godziny, żeby dojechać do pracy i wrócić, choć pracuje w tym samym mieście.

Gdzie dają pracę?

Największym magnesem, przyciągającym pracowników jest Opole. Codziennie przez granice miasta przejeżdża 28 tysiąca pracowników najemnych.

Ponad 7 tysięcy „obcych” pracuje w gminie Nysa, prawie 6 tysięcy w Kędzierzynie – Koźlu.

Potem są Strzelce Opolskie (5,6 tysiąca przyjeżdżających do pracy), Skarbimierz (4 tysiące), Kluczbork (3,9 tys).

Poza województwem najwięcej Opolan pracuje we Wrocławiu (prawie 5 tys. osób), w Warszawie (prawie 3 tys), w Pietrowicach Wielkich koło Raciborza (1,7 tys), w Oławie (1,5 tys), Kobierzycach, Raciborzu, Gliwicach (po ok. tysiąc osób).

Wieś jedzie do roboty w mieście

Większość naszych zarobkowych migrantów pracuje na terenie Opolszczyzny, zazwyczaj w sąsiedniej gminie. Prawie 28 tysięcy ludzi codziennie jednak wyjeżdża poza województwo, najczęściej do Wrocławia i na teren województwa dolnośląskiego. Tylko z Opola w 2021 roku do pracy codziennie wyjeżdżało 5,5 tysiąca osób, przy czym ok. 500 osób codziennie jeździło do Warszawy.
Według danych GUS częściej do pracy jeżdżą mężczyźni niż kobiety (53 procent dojeżdżających to panowie). Częściej dojeżdżają poza swoją gminę mieszkańcy wiosek niż miast. To zresztą może wynikać z faktu, że wioski wokół dużych miast zamieniają się powoli w sypialniane zaplecze metropolii.

Codzienny dojazd do pracy na dystansie 25 kilometrów, to miesięcznie ok. 500 złotych wydanych na paliwo, nie licząc innych kosztów. Praca to jeden z główny motorów popytu na wtórnym rynku używanych aut. Tylko w lutym w województwie sprzedano ok. 4 tysięcy starych samochodów, średnio po 30 tysięcy złotych. Pensja musi to zrekompensować. Aby jednak obniżyć koszty popularne jest dogadywanie się w większym gronie, aby dojeżdżać wspólnie, na zmianę lub rekompensując sobie koszty.

Duże firmy (np. Amazon, LG we Wrocławiu) organizują wspólne dojazdy autobusem. Firma produkująca okna w Piotrowicach Wielkich pod Raciborzem ma nawet własny tabor samochodowy i stałe linie liczące po kilkadziesiąt kilometrów. Stały autobus łączy Prudnik z czeskim Miastem Vrbno, gdzie Polacy jeżdżą do zakładu firmy Husqvarna.

Jak uratować tracony czas?

Oprócz pieniędzy na związanych z zawodem przejazdach tracimy też mnóstwo czasu. Kto może, ten wpatruje się w ekran smartfona. Eksperci doradzają jednak medytowanie czy szydełkowanie.

- Mam zestaw głośnomówiący. W czasie jazdy dzwonię do znajomych, żeby pogadać, albo słucham podcastów na interesujące mnie tematy. Znajomi uczą się języków obcych w czasie jazdy – komentuje Jakub, który 3 razy w tygodniu dojeżdża 50 kilometrów do Wrocławia.

- Rano wszyscy poza kierowcą śpimy, żeby jeszcze trochę odpocząć – opowiada Jolanta z Głuchołaz. – W czasie powrotu rozmawiamy o pracy, albo na jakieś niezobowiązujące, prywatne tematy. Dla mnie to jednak stracony czas.

od 7 lat
Wideo

21 kwietnia II tura wyborów. Ciekawe pojedynki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Życie spędzone na dojazdach. 130 tysięcy Opolan codziennie jedzie do pracy poza swoją gminę - Nowa Trybuna Opolska

Wróć na kedzierzynkozle.naszemiasto.pl Nasze Miasto